Let’s talk: Anders

Anders to młoda polska marka, której korzenie sięgają do Łodzi. Stworzona z pasji do stylu  lat 80. i 90. szturmem podbija serca blogerek i Warszawski rynek. Ewelina Anders, projektantka i właścicielka marki stawia na unikatowość, oryginalność i ograniczoną dostępność – kilka, maksymalnie kilkanaście sztuk z danego materiału. Miłość do stylu vintage przejawia się zarówno w formie jak i detalu. Produkty tej marki powstają z najwyższej jakości włoskich jedwabi i bawełny, zaś tworzone i szyte są w Polsce.

Z Eweliną spotkałam się w łódzkiej kawiarni by porozmawiać o jej wyjątkowej marce oraz o biznesowych problemach czyhających na młodych projektantów.

Klaudia: Jak to się stało, że dzisiaj jesteś właśnie w tym miejscu, jak do niego doszłaś? Miałaś jakieś doświadczenie w branży mody?

Ewelina: Miejsce w którym jestem to dopiero pierwszy krok do spełnienia moich marzeń. A znalazłam się w nim bo kilka miesięcy temu w końcu odważyłam się zacząć je spełniać. Doświadczenie typowo w branży mody niewielkie ale było. Myślę, że każda dotychczasowa praca oraz studia zarówno te na Uniwersytecie jak i na ASP w jakiś sposób mnie ukształtowały i miały wpływ na to jak teraz prowadzę swój biznes. Moja babcia i mama “siedzą w branży” od zawsze, co prawda w zupełnie innym charakterze, ale konstrukcja i szycie od dziecka się u mnie przewijały. I chyba po prostu mam do tego pasję, zamiłowanie, cierpliwość, jakiś dryg, o którym regularnie uświadamiały mnie moje przyjaciółki. Przy każdej możliwej okazji wmawiały mi, że mam talent i że muszę coś z tym zrobić – brak wiary w siebie to coś nad czym wciąż mocno pracuje.

Klaudia: Studiowałaś ekonomię – prawda? Przydaje się w biznesie?

Ewelina: Tak, ale ekonomia nie jest moją mocną stroną, w tym momencie nie wiem jak przetrwałam te 5 lat na uniwerku. Chodzę swoimi drogami, działam spontanicznie, często nierozsądnie idę za tym co podpowiada mi intuicja. Uczę się na swoich błędach.

Klaudia: To jest właśnie problem, myślę, że większości. Każdy biznes może zawieść, w momencie zderzenia wyobrażeń z rzeczywistością, edukacji teoretycznej z realnym działaniem.

Ewelina: Tak, myślę, że warto mieć wcześniejsze doświadczenie, jak chociażby praca dla jakiejś marki. Ale tak naprawdę wszystko wychodzi, dopiero wtedy, gdy już masz coś swojego. I to nie jest tak, że Ty wiesz, że zrobimy tak czy inaczej i będzie dobrze. To po prostu dzieje się zupełnie inaczej, szybciej.

Klaudia: Wracając do idei założenia marki, jak to się stało, w praktyce? Pewnego dnia się obudziłaś i powiedziałaś: „okej, zakładam ją”?

Ewelina: Pierwsze poważne myśli, żeby mieć coś swojego pojawiły się podczas studiów na ASP, ale kończąc je byłam tak zmęczona tym całym projektowaniem, że wypaliłam się i wróciłam do szarej rzeczywistości bankowości. Minęła jesień, zima i na wiosnę się obudziłam, poczułam, że teraz to już muszę wyprowadzić się z Łodzi i tak też zrobiłam, spontan nowa praca i Warszawa. Nowa, bardzo fajna praca, tylko uświadomiła mi, że pełnię satysfakcji zawodowej może dać mi tylko moja marka. Każda nowa praca byłaby fajna tylko na chwilę i znów te myśli, że czegoś ważnego mi brakuje.

Klaudia: Myślałaś, że jak przeniesiesz się do Warszawy to tam rynek będzie „lepszy”?

Ewelina: O wyprowadzeniu się z Łodzi myślałam już kończąc licencjat, wyszło tak, że zostałam na magistra i poźniej to już maksymalnie się zasiedziałam. Więc zmiana miasta nie wynikała z chęci założenia własnej marki, była to potrzeba, która siedziała we mnie od dawna. Ale ta zmiana miasta na pewno też miała wpływ na moją decyzję, bo rynek jest nieporównywalny, tu wszystko się dzieje jeśli chodzi o tą branże.

Klaudia: Miałaś stały dochód, pewną pensję, stałą pracę, tak zwaną ciepłą posadkę…

Ewelina: Tak, wracając do pracy w Łodzi, w banku to faktycznie co miesiąc były pewne pieniądze, wakacje i inne przyjemności. W tym roku raczej wakacji nie będzie. Ale nie jest do dla mnie jakiś problem, teraz wszystko co mam inwestuje w „moje dziecko”.

Klaudia: Większość tych, którzy prowadzą własne firmy, tak ma. Nigdy nie ma się wakacji, a nawet jak już są, to tak naprawdę wciąż ich nie ma, znam to z własnego doświadczenia. Ale sądzę, że wiele osób, które zakładają marki, czasami robią to bardzo spontanicznie i nagle czują się zaskoczeni. Ludzie przeważnie nie do końca zdają sobie sprawę z własnego budżetu, w rzeczywistości nagle okazuje się, że ten budżet, który sobie założyli, to 1/10 kwoty, którą muszą włożyć w rozruch marki. Ty pracowałaś w korporacji, więc domyślam się, że miałaś zaplecze finansowe.

Ewelina: Tak, zaczęłam z jakimś zapleczem finansowym, natomiast w zderzeniu z rzeczywistymi kosztami okazało się ono naprawdę zerowe. Dokładnie tak, jak mówisz, wystarczyło na jakieś pierwsze działania. Ludziom się wydaje, że te pieniądze przepadają, no bo gdzie one są? Na początku w ogóle ich nie widać. Ja sama się czasem zastanawiam, gdzie te wszystkie pieniądze, bo jak tak patrzę to niby nic takiego jeszcze nie zrobiłam. Ale będą procentować w przyszłości.

Klaudia: Co było Twoim pierwszym produktem?

Ewelina: Bomberka. W założeniu miały być małe ilości produktów i nadal chcę to podtrzymywać, że każdy produkt jest dostępny w określonej ilości sztuk. Sam wzór, jeśli się przyjmie, pozostanie na bardzo długo, ale materiały się zmieniają, nie powtarzają.

Ewelina Anders w bomberce własnego projektu.

Silky Bomber Roses – Anders

Klaudia: Jakie są założenia Twojej marki? Czy to ma być marka luksusowa, czy może niszowa? Czym Anders będzie jak dorośnie?

Ewelina: Marka na pewno będzie dorastać ze mną, bo już, zarówno ja, jak i ona, zaczęłyśmy się zmieniać, w szczególności te koncepcje, które były gdzieś tam na początku. Myślę, że za rok czy dwa nadal będziemy dorastać, zmieniać się i dojrzewać. A założenie początkowe to raczej średnia półka.

Klaudia: Czyli premium?

Ewelina: Materiały dużo kosztują, nie jest to jednak marka luksusowa, ale powiedzmy premium. Przykładam dużą uwagę do jakości, konstrukcji i szycia, chcę żeby każdy produkt był dobrze dopracowany.

Klaudia: Słyszałam, ale też sprawdziłam własną ręką Twoje tkaniny.

Ewelina: Tak, i co?

Klaudia: Są super. I powiem szczerze – zanim Cię poznałam, myślałam, że to będzie właśnie marka niszowa. Chociażby ze względu na ograniczoną dostępność, określoną liczbę sztuk.

Ewelina: To co robię, jest trochę niszowe. Na pewno.

Klaudia: Niektórzy źle odbierają marki niszowe – niesłusznie.

Ewelina: Tak, traktują to jak coś totalnie dziwnego.

Klaudia: Marka niszowa to coś zdecydowanie innego niż marka luksusowa, to coś więcej. A produkt niszowy to właśnie ten, którego się pożąda i szuka, dostępny tylko w wybranych miejscach, do których niekażdy ma dostęp, ale każdy będzie próbował zrobić wszystko, żeby go po prostu mieć.

Ewelina: Tak, dopiero teraz też z czasem zaczęłam to zauważać, np. ta bomberka w groszki, której drugiej takiej samej tkaniny nie mogę dostać, stała się właśnie takim produktem niszowym, pożądanym, bo ludzie naprawdę mnie o nią pytają, piszą że chcą właśnie tę, a one dosyć szybko się wyprzedały.

Klaudia: To jest świetne, w Polsce moim zdaniem brakuje właśnie takich marek – niszowych, które stawiają na bardzo dobrej jakości tkaniny, oryginalne wzory, na nieoczywiste detale. My jesteśmy „niszowo niedopieszczeni”.

Ewelina: Dlatego, że są to o wiele wyższe koszty produkcji. Kupienie belki tkaniny i robienie w większych ilościach produktów byłoby dla mnie dużo, dużo tańsze. I łatwiejsze. Zaczynając właśnie od zakupu tkaniny, kończąc na wszyciu kilku różnych guzików. Chociaż akurat guziki przyszywam sama, nikt mi nie wszyje maszynowo tylu różnych modeli guzików. I pozostając na chwilę w temacie szycia, apaszki to jest coś co szyje sama, także klientki mają coś naprawdę prosto ode mnie 🙂

Klaudia:. Z jaką misją zakładałaś Anders?

Ewelina: Wiem, że powinno być coś takiego jak misja, jakieś motto, górnolotne hasło czy slogan, natomiast ja nie mam czegoś takiego. Po prostu chcę, żeby mój klient był zadowolony z produktu. Nie chcę go oszukiwać. Jeżeli płaci, to chcę mu dać w tej cenie bardzo dobrą jakość i coś oryginalnego, czego nie będzie się bał założyć wychodząc, bo spotka w tym samym produkcie ileś osób. Moje ubrania nie mają zmieniać świata, po prostu dawać kobiecie odrobinę przyjemności.

Klaudia: Inspiruje Cię vintage, ale co dokładnie?

Ewelina: Nie mam jakiejś konkretnej ikony w głowie, ogólnie inspirują mnie lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte. Przeglądam wszystkie zdjęcia z tego okresu i to jest moją najsilniejszą inspiracją, do tego stare teledyski, moda. Jest też coś takiego, że inspiruje mnie to, co jest dookoła, zwłaszcza do zdjęć, konkretnych ujęć.

Klaudia: Czy, gdy projektujesz, widzisz kobietę, albo jakąś osobę, dla której to robisz? Masz tak, że wyobrażasz sobie klientkę?

Ewelina: Mam takie momenty, że wyobrażam sobie: “to założy osoba, która gdzieś tam robi coś określonego”, ale dopiero później sama się na tym łapię, że nie chcę tego określać. Mój styl i klimat na pewno są mocno określone, ale nie klient. Każdy ten mój vintage może ubrać na swój indywidualny sposób.

Klaudia: Wiem, że marka nie istnieje długo na rynku, ale już na swoim koncie masz pewne sukcesy. Twoje produkty noszą między innymi Style On, Horkruks. Są blogerki, które naprawdę lubią Twoje produkty i nie są to posty sponsorowane.

Ewelina: Ostatnio zdałam sobie z tego sprawę, że właśnie Kinga założyła mój produkt już któryś raz (!), co prawda mówiła mi wcześniej, że często go nosi, ale zobaczenie tego jest bardzo miłe. Po dłuższym czasie od pierwszego posta, Kinga wrzuciła zdjęcie, że poszła na spotkanie w mojej kurtce i pomyślałam: „wow, ona to naprawdę lubi, ona to nosi”. Później Laura – Horkruks też na jakieś ważne wyjście wybrała właśnie moją bomberkę. To jest najlepsza zapłata za pracę, kiedy klientka napisze mi, że produkt jest super, że się świetnie w tym czuje. To jest coś pięknego, takie momenty odpędzają wszystkie inne gorsze. Ostatnio moja przyjaciółka założyła moją spódnicę i powiedziała coś w stylu, że no w końcu, że wiedziała od zawsze, że będzie nosić ubrania z moją metką tylko nie wiedziała kiedy dokładnie, ale stawiała to za pewniak.

Style On w ubraniach marki Anders Label.

Kinga z bloga Style On w produktach marki Anders

Klaudia: Zdążyłaś już mieć jakieś problemy biznesowe? Czy był taki moment, że pomyślałaś sobie “nie mam pojęcia jak to zrobić, potrzebuję pomocy”?

Ewelina: Raczej uczę się na swoich błędach. Muszę przyznać, że nie przeczytałam ani jednego poradnika, artykułu o PR, o prowadzeniu biznesu, nic. Instrukcji obsługi sprzętów też nie czytuję ani jak składać meble. Może powinnam poczytać o biznesie, może byłoby mi łatwiej. Poradniki po coś są, ludzie z nich korzystają, ale ja nie.

Klaudia: Powiedz mi, jak jest z kontaktem z dziennikarzami. Piszesz do nich, starasz się zainteresować marką, produktem? Robisz to sama?

Ewelina: Zdarzyło mi się, raz, to było jakiś czas temu. Teraz dopiero zaczęłam robić packshoty, powoli, stopniowo. U mnie jest ten problem, że jest tylko kilka sztuk w kolekcji, mam na przykład pięć bomberek i…

Klaudia: …i nie do końca opłaca Ci się robić packshoty?

Ewelina: No właśnie, ten problem muszę rozwiązać, powoli nad tym pracuję. Poza tym, ze względu na ograniczoną ilość sztuk moich produktów nie nawiązuję współpracy z platformami jak np. Showroom czy Mustache.

Klaudia: No tak, ale jeśli zwiększysz tą ilość sztuk, to przepadnie idea Twojej marki.

Ewelina: Dokładnie, i dlatego mnie tam nie ma.

Horkruks w koszuli w groszki marki Anders Label.

Laura z bloga Horkruks w bomberce Anders

Klaudia: Zaczęłam się zastanawiać, wracając do tematu blogerek, kiedy stwierdziłaś, że musisz je zaangażować?

Ewelina: Dosyć szybko, one dosyć szybko  zaczęły dawać „znaki”, że są zainteresowane moją marką.

Klaudia: Dobierałaś je wizerunkowo?

Ewelina: Uwierz mi, osób, które chcą coś ode mnie jest bardzo dużo. Ale to dokładnie przemyślałam. Wizerunkowo, PR-owo i pod względem zasięgów. Może będzie to inaczej wyglądało jak marka będzie stabilna. Tutaj, teraz, im więcej zarabiasz, tym więcej musisz wydać, zainwestować. Ale jak będzie płynność, stabilność, to dla mnie nie będzie problemem, żeby coś dać komuś – kogo zdjęcia mi się podobają – za darmo. Chcę, żeby mnie było na to stać, żeby móc dać blogerce nawet bez dużego zasięgu, ale z fajnym stylem i pomysłem, coś od siebie. Czy zwykłej dziewczynie, która ma super styl i fajne zdjęcia, bo takich profili na IG jest bardzo dużo. Tak, żebym nie musiała tego przeliczać, ale żebym mogła dawać z przyjemnością.

Klaudia: Myślałaś o innej formie promocji?

Ewelina: Promowanie postów, jest to jakiś rodzaj promocji. PR nie jest moją mocną stroną. Ja mam pomysł na zdjęcie, ale co i jak potem zrobić, żeby to wdrożyć albo prowadzić jakieś analizy to już gorzej. Moje rzeczy są dostępne w Warszawie, stacjonarnie w Cloudmine, to też jest jakiś rodzaj promocji. No i sesja zdjęciowa. Nie zrobiłam tego jeszcze, bo to jest coś co we mnie ciągle dojrzewa. Minęło kilka miesięcy i już wiem na pewno kto będzie robił te zdjęcia, wiem jaki będzie styl i klimat sesji ale jeszcze kilka kwestii wciąż dojrzewa.

Wieszak z ubraniami marki Anders Label.

Produkty marki Anders dostępne są stacjonarnie w butiku Cloudmine przy ul. Paryskiej 17 w Warszawie

Klaudia: Jaki jest Twój następny krok?

Ewelina: Nie mam planów długoterminowych, miałam takich momentów trzy, że powiedziałam „dobra, zrobię to i to i jak nie ruszy to już nie wiem co robić i koniec”, ale to było dawno temu i od tamtego momentu pojawiły się z cztery inne rzeczy, które zrobiłam w kierunku rozwoju, więc myślę, że to przychodzi samoistnie.

Klaudia: Masz coś takiego, co uznajesz za swój błąd, porażkę? Coś co teraz zrobiłabyś zupełnie inaczej?

Ewelina: Tak, zawsze tak jest. Jakbym teraz cofnęła się w czasie, zrobiłabym wszystko inaczej. Ale tak w życiu się nie da, więc nie zmieniałabym niczego. Błędy, które popełniłam, to co nie wyszło, nauczyło mnie czegoś na przyszłość. Już nie popełnię ich później. Na początku dostałam porządny wycisk i myślę, że miałam poważny moment załamania.

Klaudia: Porządny wycisk? Chodzi o presję czasu, o brak pieniędzy?

Ewelina: Chodzi o to wszystko. O to, że wszystko trzeba ogarnąć. Umówmy się, gdyby były duże pieniądze to wszystko by się dało, coś by można było przyspieszyć. Na początku to zawsze pieniądze są problemem.

Klaudia: Czy jeśli robiłabyś całą kolekcję to też liczba sztuk byłaby mocno ograniczona?

Ewelina: Jeżeli robiłabym kolekcję to wtedy byłaby limitowana ilość, ale może troszkę większa niż dotychczas. Na pewno nadal będą to produkty limitowane, chociażby ze względu na materiał.

Klaudia: Jeśli pojawiają się jakieś problemy to jak je rozwiązujesz? Ktoś Ci pomaga, czy działasz sama?

Ewelina: Do tej pory działałam sama i to raczej intuicyjnie, spontanicznie. Na ogół sama staram się rozwiązywać problemy.

Klaudia: Z czym masz największy problem?

Ewelina: Problem mam z promocją. Wydaje mi się, że powinnam zasięgnąć opinii kogoś, kto się na tym zna. Kogoś, kogo będę mogła poradzić się co zrobić, jeśli produkt promowany nie poszedł, tak jak powinien.

Klaudia: Gdyby ktoś teraz zapytał Cię, czy powinien otworzyć markę, czy warto było się rzucić na głęboką wodę, co byś odpowiedziała?

Ewelina: Odpowiedziałabym, że tak, zdecydowanie warto iść w kierunku marzeń. Ja mam z tego ogromną satysfakcję. Nie jest dla mnie problemem to, że ciągle trzeba gdzieś jechać, coś załatwiać, ogarniać, ja to po prostu lubię. Jechałam kiedyś samochodem w natłoku wszystkiego, gdzieś tam nie wyszło mi z szyciem, a czas gonił, powinnam być zła czy zmartwiona, a ja byłam dziwnie spokojna i pomyślałam, że ja to po prostu uwielbiam. Lubię to zamieszanie, że coś się dzieje. Chcę to robić w życiu i warto było spróbować. A do pracy w korporacji mogę wrócić zawsze.

Klaudia: Masz teraz porównanie dwóch światów: pracy w korporacji, w której presja pracy jest ogromna i pracy na własny rachunek, gdzie też jest presja, ale są to zupełnie inne emocje.

Ewelina: Tak, inne emocje, a presja jest nawet większa, bo odpowiadam za różnych ludzi, muszę zgrać mnóstwo różnych rzeczy, ale ta presja jest czymś, co po prostu uwielbiam.

Klaudia: Co by się musiało stać, żebyś stwierdziła, że osiągnęłaś sukces?

Ewelina: Na pewno sukcesem będzie to, że finansowo będzie się to wszystko opłacało. Chodzi o stabilną sytuację. A obecnym sukcesem jest to, że żadna rzecz do mnie nie wróciła i będzie sukcesem, jak tak będzie dalej. Takie małe rzeczy są najfajniejsze, jak właśnie miłe słowa od klientek.

Klaudia: W planach masz sesję zdjęciową i dalszy rozwój, czego i ja Ci życzę. No i oczywiście też ogromnej sprzedaży i zadowolenia klientów!

Ewelina: Dziękuję bardzo :))


Ewelinie bardzo dziękuję za spotkanie i rozmowę!
A Was odsyłam do zapoznania się z marką:
www.anderslabel.com
www.facebook.com/anderslabel
www.instagram.com/anderslabel

Klaudia

PR'owiec z powołania i zamiłowania. Naukowo i zawodowo zajmuje się PR'em Mody, skupiając się na rynku dóbr luksusowych, który darzy szczególnym zainteresowaniem. Pracę i pasję łączy wykładając na studiach stacjonarnych Uniwersytetu Łódzkiego oraz pełniąc funkcję Head of PR we własnej agencji BlackBalloon.